Tomasz Banach - Turystyka, pasja, przygoda
Wspomnienia, relacje, fotki z moich wojaży turystycznych

Rok 2010

Rajd w nieznane - Parchatka - Puławy - 21 sierpnia 2010

Trasa:   Parchatka - Góra Trzech Krzyży w Parchatce - Kolonia Zbędowice - Parchatka - Puławy
Długość trasy:   ok. 14 km

O działalności Klubu Turystyki Pieszej „Niezależni” działającym przy Oddziale Miejskim PTTK w Lublinie, dowiedziałem się przypadkowo wertując strony internetowe o tematyce turystycznej. Jeszcze w czasie kiedy miałem złamaną nogę i siedziałem na zwolnieniu nawiązałem kontakt z prezesem „Niezależnych” Jerzym Frakiem. Postanowiłem, że jak tylko dojdę do siebie wybiorę się z nimi na rajd.

Czas mijał, a ja wracałem do zdrowia. W końcu odważyłem się wyruszyć w drogę. Na stronie internetowej klubu znalazłem kalendarium imprez, skąd dowiedziałem się że tej właśnie soboty jest organizowany kolejny w tym roku „Rajd w nieznane".

Ranos kończyłem 24 godzinną służbę i mimo zmęczenia postanowiłem spróbować swoich sił na szlaku. W tym celu pojechałem na przystanek busów przy ul. Ruskiej w Lublinie, gdzie wyznaczona było miejsce zbiórki. Uczestnicy rajdu powoli zbierali się przy stanowisku, z którego odjeżdżały busy  w kierunku Kazimierza Dolnego i Puław.

Kiedy o 7:45 zebrała się już cała, dość liczna grupa turystów załadowaliśmy się w dwa kursowe busy i ruszyliśmy w kierunku Nałęczowa, Kazimierza Dolnego by zakończyć przejazd w Parchatce. Atmosfera była świetna i humory dopisywały. Mimo, że nie znałem tam początkowo nikogo, szybko nawiązałem kontakt z członkami Klubu jak i nie zrzeszonymi uczestnikami rajdu.

Kiedy dojechaliśmy w okolice Purchatki, wysiedliśmy z busa. Dołączyła do nas grupa turystów z oddziału PTTK w Puławach na czele z p. Ryszardem Bałabuchem, miejscowym przewodnikiem.  Po krótkim postoju przeszliśmy na druga stronę ulicy gdzie znajdowało się wejście na szlak prowadzący na Górę Trzech Krzyży. Zarośniętą lasem ścieżką pięliśmy się stromo, pod pierwsza na naszej trasie górę. Widok z niej był imponujący. Z jednej strony położona w dole wstęga Wisły i najbardziej wysunięte na wschód jej zakola, z drugiej – panorama Puław.

Na GórzeTrzech Krzyży (może mniej sławnej, ale nie mniej urokliwej jak ta będąca ikoną położonego nie daleko Kazimierza Dolnego) zrobiliśmy pierwszy odpoczynek. Pod krzyżami, ustawionymi tutaj na pamiątkę przejścia zarazy w tej okolicy, podziwialiśmy piękne widoki, a nad naszymi głowami fruwały, szykujące się do odlotu bociany. Czyżby to już oznaka końca lata… Tutaj także w szeregi KTP „Niezależni” wstąpił nowy członek otrzymując z rąk naszego przewodnika p. Ryśka, klubowy znaczek i koszulkę. Zrobiliśmy także kilka grupowych, pamiątkowych fotek i ruszyliśmy w dalszą drogę…

Poszliśmy gruntową drogą w kierunku wsi Kolonia Zbędowice i dalej „Czarnym Szlakiem Lessowych Wąwozów” w kierunku północno-zachodnim. Maszerowaliśmy teraz wśród pól i plantacji chmielu, którego dojrzałe szyszki roztaczały w koło znany nam ze „złocistego trunku” aromat. Nasz przewodnik Ryszard opowiadał mam o historiii walorach turystyczno przyrodniczych, mijanych miejsc.

Na trasie mijaliśmy liczne przydrożne krzyże i urokliwe kapliczki. Dalej rozpoczęło się zejście w dół lessowymi, miejscami dość stromymi, wąwozami z których ta okolica słynie. Czułem się trochę jak w rodzinnych Rybczewicach, czy Częstoborowicach, gdzie głębokość, spadek i częstotliwość występowania lessowych wąwozów jest bardzo podobna do tej zaobserwowanej na tym nadwiślańskim szlaku. Schodząc do Purchatki po prawej stronie minęliśmy rumowisko wapienne z odkrytymi ścianami skalnymi; jak przypuszczam pozostałość po starym kamieniołomie.

W Parchatce zrobiliśmy kolejny odpoczynek pod… miejscowym sklepem spożywczym, by uzupełnić zapasy nie tylko prowiantu na dalszą drogę, ale i płynów. Jakich? Sami zgadnijcie! Na tym postoju nie obyło się także bez uroczystych gestów, a mianowicie w szeregi honorowych członków „Niezależnych” Prezes przyjął naszego przewodnika Ryszarda, wręczając mu klubową odznakę.

Po odpoczynku ruszyliśmy dalej wspinającą się dość stromo ku górze drogą. Tutaj także mogliśmy oglądać lessowe urwiska stanowiące ściany wąwozu, którym ten trakt przebiegał. Ze ścian tych, tworząc bajeczny wprost krajobraz wyrastały korzenie drzew rosnących tuż nad „przepaściami” wąwozu. Kiedy wspięliśmy się na górę droga znowu przebiegała przez plantacje chmielowe, na których można było zaobserwować pracujących zbieraczy szyszek z pełnymi koszami zerwanego surowca.

Po prawej stronie minęliśmy tętniący życiem w okresie zimowym stok narciarski w Parchatce; teraz jakby zamarły porośnięty trawami i zielskiem, o swoim przeznaczeniu przypominał tylko zastygłymi w bezruchu urządzeniami wyciągu. Po pokonaniu niezbyt głębokiego wąwozu, na skraju lasku zrobiliśmy kolejny odpoczynek, tymrazem z ogniskiem. Zapach pieczonych kiełbasek i… przesiąkniętych potem koszulek, roznosił się nad lasem. Miło było posilić się i dać nieco odpocząć strudzonym nogom.

Kiedy już nabraliśmy sił ruszyliśmy w dalszą wędrówkę. Atmosfera była cudowna. Znowu wędrowaliśmy lessowymi wąwozami, lasami i polami. Mieliśmy wszystko czego turystom potrzeba; słoneczne niebo nad nami, świeże powietrze w płucach, i wspaniałe samopoczucie w duszy. Piękne krajobrazy okolic Puław dopełniały reszty.

Po przejściu iglastego lasu o piaszczystym podłożu, zrobiliśmy ostatni już na trasie dzisiejszego rajdu odpoczynek. Pamiętam go dobrze, gdyż zajęty słuchaniem przewodnika i podziwianiem okolicy, usiadłem na trawie nieopodal mrowiska… Skutków tego chyba nie muszę nikomu tłumaczyć. Mrówki szybko przypomniały mi, że naruszyłem ich teren i po kilku ukąszeniach musiałem się stamtąd szybko ewakuować.

Ostatni etap przebiegał początkowo drogą, a później już jedną z puławskich ulic. Wszystko co dobre kiedyś się kończy. Najważniejsze, że szczęśliwie! Na miejsce zakończenia rajdu nasz przewodnik zaproponował pub – pizzerię „Remiza” w Puławach. Tutaj przy piwku i pizzy podsumowaliśmy dzisiejszy rajd. Pewnie jeszcze długo trwałyby turystów rozmowy, gdyby nie świadomość powrotu do Lublina. Zapakowaliśmy się więc do busa i udaliśmy się w drogę powrotną do „Koziego Grodu”, gdzie byliśmy ok. 21:45.

        Na koniec pozdrawiam serdecznie wszystkich organizatorów i uczestników rajdu, a w szczególności Prezesa KTP Niezależni Jerzego Frąka i naszego przewodnika Ryszarda Bałabucha. Mam nadzieję, że jeszcze się kiedyś spotkamy na szlaku i wspólnie powędrujemy.
 


Obejrzyj koniecznie:  Zdjęcia i opisy z rajdu
Zobacz także: Wędrówki Rok 2009
Kreator www - przetestuj za darmo