Tomasz Banach - Turystyka, pasja, przygoda
Wspomnienia, relacje, fotki z moich wojaży turystycznych

Rok 2011..

Wyjazd w Bieszczady - 12 - 22 sierpnia 2011







Wkrótce opis wyjazdu!!!




Obejrzyj koniecznie: Zdjęcia i opisy z moich ukochanych gór

Wędrówki po Rybczewicach - 23 lipca 2011

Trasa:  Okolice Rybczewic - Las Bąków
Długość trasy:  ok. 6,5 km

        Wędrówkę rozpoczęliśmy z miejsca szczególnie dla mnie ważnego, a mianowicie z mojego rodzinnego domu położonego w Rybczewicach Drugich.Zaplanowaliśmy krótki spacer po okolicy w ramach zaprawy przed sierpniowym wyjazdem w Bieszczady. Bardzo lubię spacerować po tej tak bliskiej mojemu sercu krainie, położonej na Wyniosłości Giełczewiskiej, nad rzeką Giełczwią, z licznymi zasilającymi ją źródłami, przepięknymi meandrami i lessowymi wąwozami opadającymi, niekiedy bardzo stromo, w kierunku doliny rzeki. Krainie z rozległymi lasami, stawami hodowlanymi, łąkami, parkami, pośród których skrywają się zabytkowe podworskie budowle. Każde drzewo, każda leśna, ścieżka, zapach trawy na łące wzbudzają we mnie wspomnienia przeżytego tutaj dzieciństwa, lat szkolnych i młodzieńczych. Zawsze z wielką przyjemnością wracam w te tereny, jak nie osobiście, to przynajmniej w myślach, przeglądając zdjęcia wykonane podczas moich licznych wędrówek po tym terenie.

            Z domu wyruszyliśmy o 13:40 i asfaltową drogą przeszliśmy w kierunku Rybczewic Pierwszych. Po ok. 600 metrach skręciliśmyw prawo i weszliśmy do dość zapuszczonego i coraz bardziej tracącego na swoich walorach byłego parku dworskiego. Znajduje się w nim wiele okazów rzadkiej roślinności i kilka pomników przyrody. Tak o tym miejscu pisze LucjanŚwietlicki w swojej książce „Historia, biogramy, legendy i notki znad Giełczwi, Radomirki i Sierotki”: „Najpiękniej jest tu wiosną, kiedy całe to wzgórze w parku kwitnie różnobarwną płaszczyzną roślin i pachnie kwiatami, a w dole pochyłości połyskuje zielona toń wody w zbiorniku retencyjnym, gdzie pluskają rybczewickie ryby, które może dały miejscowości nazwę i są obecnie w herbie gminy Rybczewice”.

            Parkiem przeszliśmy obok rybczewickiego dworu i zabudowań gospodarczych (obecnie ZSO). Dwór pochodzi z I połowy XIX wieku wzniesiony w stylu secesyjnym zachowany w stanie ogólnym dobrym, na ścianach liczne zawilgocenia, dach pokryty dość skorodowaną blachą. Wnętrze niestety nie jest udostępnione do zwiedzania, przeważnie w okresie wakacji szkolnych. Pamiętam jednak to miejsce bardzo dobrze ze swoich lat szkolnych. Pod dworem znajdują się piwnice. Dwie klatki schodowe drewniane, ze stylowymi balustradami. Na północnej ścianie budynku znajduje się tablica poświęcona patronowi miejscowej szkoły Kontradmirałowi Wojska Polskiego Józefowi Sobisiakowi ps. „Maks”, pochodzącego z niedalekich Pilaszkowic.  

            Od dworu główna aleją parku udaliśmy się przez stylowa (niestety nie najlepiej zachowaną) bramę, iskręciliśmy w lewo w kierunku wschodnim. Po przejściu kilkudziesięciu metrów minęliśmy po prawej stronie, słynny zwłaszcza wśród wędkarzy, rybczewicki zalew, a po lewej stronie Urząd Gminy. Kilkanaście metrów dalej przekroczyliśmy most na Giełczwi, by po następnych kilkudziesięciu metrów skręcić z asfaltu w prawo w szutrową drogę, którą udaliśmy się na pola Rybczewic Pierwszych. Idącw zdłuż rzędów porzeczek udaliśmy się w kierunku lasu Bąków. Tutaj zrobiliśmy pierwsze zdjęcia na położone nieco poniżej tego miejsca zabudowania Rybczewic.

            Po krótkim odpoczynku udaliśmy się w dalszą drogę wchodząc do lasu. Leśną dróżką przeszliśmy ok. 200 metrów, by wyjść po jego drugiej stronie. W tym miejscu las nie jest zbyt długi. Tutaj następny króciutki postój na zorientowanie mapy (bardziej by sprawdzić jej dokładność niż nasze położenie, które doskonale znałem) i zrobienie kilku kolejnych zdjęć.

            Dalej drogą wzdłuż ściany lasu przeszliśmy w stronę przecinki pod linia wysokiego napięcia i skręciliśmy w lewo w tzw. „Kupczy Las”. Tutaj gruntową drogą poszliśmy w kierunku skraju lasu, skąd rozpościerał się widok na okoliczne pola na których rozpoczynały się właśnie prace żniwne. Na polach pracowały kombajny zbierające dojrzały rzepak. Wzrok przykuwały falujące łany żółtych zbóż. Dojrzałe, ciężkie,rozchylające się, kłosy pochylały się ca raz bardziej ku ziemi.

            Po nacieszeniu oczu tymi pięknymi widokami wyruszyliśmy w dalszą drogę. Weszliśmy ponownie do lasu „Bąków” przez który przeszliśmy leśną drogą na drugą jego stronę. W lesie na rozstaju dróg po lewej stronie minęliśmy metalowy krzyż (dawniej w tym miejscu stał drewniany), nawiązujący do pięknej polskiej tradycji, by w ten właśnie sposób oznaczać miejsca w którym rozchodzą się drogi. Krzyże, kapliczki, figury wskazywały podróżnym drogę i były punktami pozwalającymi na orientację w terenie, a jednocześnie miejscem kultu i oddania czci Bogu, czy świątkowi ukrytemu lub zastygłemu w przydrożnej figurze.

            Kiedy wyszliśmy z lasu przyszedł czas na kolejny odpoczynek. Mimo chęci nie udało nam się w lesie dzisiaj spotkać ani jednego zwierzątka. No, może po za licznie fruwającymi motylkami i górującymi nad naszymi głowami jastrzębiami. Nie udało się znaleźć żadnego (jadalnego) grzyba. Szkoda!

          Z miejsca, w którym urządziliśmy sobie postój roztacza się piękny widok, na rybczewickie i częstoborowickie pola. Na miedzach rosną nieliczne już niestety grusze, które dają cień i ochłodę pracującym w polu rolnikom. Ich owoce gasiły niegdyś pragnienie koszącym kosą, czy wiążącym snopki chłopom. Dzisiaj często tworzą jedynie przeszkodę dla pracujących w polu ciągników i kombajnów. Jakże zmienił się obraz wsi od czasów mojego dzieciństwa, od którego upłynęło przecież nie tak znowu wiele czasu. Kosiarzy, żniwiarki czy snopowiązałki zastąpiły coraz nowocześniejsze kombajny. Ludzi co zastępują maszyny pomagając wznojnej pracy na roli.  

            Po odpoczynku polną drogą ruszyliśmy w kierunku zabudowań wsi Rybczewice Drugie. Po prawej stronie minęliśmy przysiółek zwany „Majdanem”. Kiedyś mieszkali tam moi dziadkowie i ja przez pierwsze tygodnie mojego życia. Drogą tą doszliśmy do domu mojej babci, gdzie posiedzieliśmy chwilę popijając kawę.

            Stromym zboczem opadającym do rzeki Giełczwi zeszliśmy do wąskiej, drewnianej kładki przerzuconej przez jej koryto. Po drugiej stronie roztaczały się łąki i pastwisko, nie tak dawno temu wypełnione licznymi krowami, końmi i gęśmi, dzisiaj zarośnięte i opustoszałe. Spotkaliśmy na nim jedyną krowę. To takż eznak naszych czasów. Co raz mniej bydła na polskiej wsi. Hodowla stała się małoopłacalna i niedługo wiejskie dzieci będą oglądały krowy jedynie w telewizji lub w ZOO.

            Przez betonowy mostek na kanale doprowadzającym wodę do miejscowego zalewu, przeszliśmy kilkadziesiąt metrów, by stromą ścieżką wspiąć się na krawędź doliny. Stąd już było widać mój dom. Jeszcze tylko kilka minut i kres naszej wędrówki w miejscu, gdzie rozpoczęliśmy naszą dzisiejsza trasę.

                Wiem, że udało mi się przedstawić tutaj jedynie niewielki fragment tejj akże pięknej okolicy, ale jak zwykle ograniczał nas czas. Mam nadzieję, że wkrótce wybiorę się na dłuższą wędrówkę po moich rodzinnych stronach i przybliżę w bardziej dokładny sposób uroki tego regionu. Naprawdę jest to wyjątkowy, dotychczas mało odkryty turystycznie zakątek Lubelszczyzny, do odwiedzenia którego zachęcam wszystkich spragnionych czystego powietrza, zieleni lasów i łąk, miłośników wędkowania, zbierania grzybów. Pasjonatów, historii i miłośników przyrody. Z przyjemnością pomogę zorganizować wędrówkę po tym terenie. Wszystkich zainteresowanych gorąco zapraszam i … do zobaczenia w Pięknej Gminie Rybczewice.        


Obejrzyj koniecznie: zdjęcia z wędrówki po moich rodzinnych stronach


Wędrówka Doliną Bystrzycy - żółty szlak cz. II - 23 maja 2011

Trasa:   Pszczela Wola - Osmolice - Piotrowice - Pawłówek - Strzyżewice
Długość trasy:  ok 10 km

Dzisiejszą wędrówkę rozpoczęliśmy od dojazdu autobusem MPK nr 45 wokolice Dworca Głównego PKP w Lublinie. Tutaj wsiedliśmy w busa do Pszczelej Woli. Miejsca, w którym ostatnio zakończyliśmy wędrówkę żółtym szlakiem. Pogoda, podobnie jak niecałe dwa tygodnie temu, kiedy szliśmy tym samym szlakiem, była wspaniała. Majowe słońce przygrzewało dość ostro, a soczysta, majowa zieleń przepełniała całą okolice po której maszerowaliśmy. Cudowna pogoda na zdobywanie nowego odcinka Doliny Bystrzycy.

            W Pszczelej Woli wysiedliśmy na przystanku nieopodal parku i dworu ok. godz. 10-tej. Początkowo wędrowaliśmy w kierunku zbliżonym do południowego, aleją starych zabytkowych lip. Następnie po przejściu kilkuset metrów skręciliśmy w prawo, gdzie przekroczyliśmy most na Bystrzycy. Zaraz za mostem na skarpie opadającej ku stawom stoi klasycystyczny, wzniesiony w 1831 roku, pałac w Osmolicach. Układ kompozycyjny jest charakterystyczny dla rezydencji romantycznych z XIX wieku. Pałac otoczony jest przez stawy i dobrze utrzymany park z ok. 300 drzewami 22 gatunków. 

            Przy pałacu i stawach zrobiliśmy pierwsze dzisiejszego dnia zdjęcia. Okazały budynek uroczo odbijał się w zielonkawych wodach przypałacowych sadzawek. Na wyspie jednego ze stawów znajduje się krzyż poświęcony Franciszkowi Grabowskiemu, znanemu w czasach Królestwa Polskiego prawnikowi. Niestety sam pałac jak i teren w około niego jest niestety zaniedbany i popadający w ruinę.

            Od pałacu gruntową drogą przeszliśmy kilkadziesiąt metrów w kierunku południowym, by po prawej stronie ujrzeć, ukryty w zaroślach  drewniany, modrzewiowy młyn wodny, liczący ponad 150 lat. To bardzo ciekawa budowla, która niestety jak wszystko wokół, łącznie z urządzeniami wodnymi, robi tragiczne wrażenie opuszczonej i popadającej w ruinę infrastruktury. Jak tak dalej pójdzie to za kilkanaście lat nad Bystrzycą nie zobaczymy już żadnego wodnego młyna. Szkoda, bo przez tyle lat stały się one jakby nieodłącznym elementem wiejskiego krajobrazu.

            Przy młynie i sztucznym progu wodnym służącym kiedyś do spiętrzania wody, niezbędnej do wprawiania w ruch urządzeń młyna, zrobiliśmy kolejne zdjęcia. Następnie żółtym szlakiem przeszliśmy kilkadziesiąt metrów w kierunku szosy, gdzie skręciliśmy w lewo, by po raz kolejny przekroczyć Bystrzycę. Za mostem skręciliśmy w prawo, by następnie wędrować prawym brzegiem rzeki. Miło było „łazikować” po pięknie ukwieconej, majowej łące. To chyba (no może po za Złotą Polską Jesienią), najpiękniejszy i najbardziej kolorowy okres w roku. Nad krystalicznie czystymi źródełkami wypływającymi spod dość stromej skarpy, zrobiliśmy sobie krótki odpoczynek. Ja nawet pokusiłem się o ochłodę w zimnej, źródlanej wodzie.

            Dalej poszliśmy w kierunku miejscowości Piotrowice. Tutaj skręciliśmy nieco w prawo z żółtego szlaku, by obejrzeć dwór z II połowy XIX wieku wybudowany przez Kajetana Koźmiana. Następnie zrobiliśmy zakupy w miejscowym sklepie, po czym wróciliśmy na nasz szlak. Teraz wędrowaliśmy zarastającą drogą, mając po prawej stronie, wyjęte jakby z koszmaru, mokradła i rów melioracyjny a po lewej, porastający zbocze doliny las mieszany. Miejscami droga, którą prowadził szlak była tak zarośnięta pokrzywami, lub podmokła, że musieliśmy schodzić z wyznaczonej trasyi przedzierać się przez strome zbocza porośnięte lasem. Szkoda, że tak ciekawy i atrakcyjny odcinek szlaku jest tak niedostępny.

            Ok. 14-stej doszliśmy do miejsca w którym szlak skręcał w lewo. Tutaj weszliśmy w las, gdzie wspięliśmy się stromą leśną drogą na szczyt doliny Bystrzycy. Po kilkudziesięciu metrach wędrówki lasem, wyszliśmy na jego skraj. W tym miejscu skręciliśmy w prawo. Szutrową drogą, prowadzącą wzdłuż ściany lasu, przeszliśmy kolejne kilkaset metrów. Zatrzymaliśmy się jedynie na chwilę przy przydrożnej figurze na skraju lasu po prawej stronie. Kiedy doszliśmy do rogu lasu nasz szlak skręcał w lewo prowadząc polną drogą. Po kilku minutach skręciliśmy w prawo w kierunku wsi Pawłówek. Przez tą miejscowość, liczącą zaledwie kilkanaście zabudowań, przeszliśmy do miejsca, w którym szutrowa droga zamieniła się w asfaltową, nowo wybudowaną szosę. Teraz szliśmy głownie wśród majowych pól, schodząc delikatnie w dół.

         Dalej przeszliśmy do gminnej miejscowości Strzyżewice, gdzie przy Urzędzie Gminy zakończyliśmy dzisiejszą wędrówkę. Na miejscowym przystanku, poczekaliśmy kilkanaście minut na busa do Lublina. Kiedy dojechaliśmy do miasta postanowiliśmy miło zakończyć dzisiejszy rajd nad Zalewem Zemborzyckim. W jednym z lokali zjedliśmy zasłużoną rybkę i wypiliśmy „napój z pianką”. Po wszystkim rozjechaliśmy się do domów.

            Mam nadzieję, że uda mis ię kiedyś kontynuować wędrówkę tym jakże ciekawym szlakiem, by go poznać z fotografować i oczywiście Wam go tutaj opisać. Wędrowanie to wciągająca pasja, którą każdemu polecam i zachęcam do wspólnego podróżowania. Do zobaczenia, więc na kolejnym szlaku. 

 

Obejrzyj koniecznie zdjęcia z II części wędrówki Żółtym Szlakiem Doliną Bystrzycy 

Wędrówka Doliną Bystrzycy - żółty szlak cz. I - 14 maja 2011

Trasa:  Zemborzyce Kościelne - Wykietówka - Prawiedniki - Żabia Wola - Pszczela Wola - Żabia Wola
Długość trasy:  ok 10 km

      Pogoda tego dnia była wyśmienita. Pełnia maja, wszystko kwitnie, ciężko wysiedzieć było w domu. Postanowiliśmy nie marnować tego dnia i wybrać się na wędrówkę żółtym szlakiem prowadzącym Doliną Bystrzycy. Była to niejako kontynuacja zapoczątkowanego w kwietniu bieżącego roku, prowadzącego częściowo również żółtym szlakiem pieszym, przejścia brzegami Zalewu Zemborzyckiego. 

Dzisiejszą trasę rozpoczęliśmy o 11:30 od ul Cienistej przy Zalewie Zemborzyckim w Lublinie, gdzie przyjechaliśmy autobusem MPK nr 8. Przeszliśmy przez most na rzece Bystrzycy i zaraz za mostem skręciliśmy na chwilę w prawo, gdzie nad rzeką zrobiliśmy pierwsze zdjęcia.

Następnie przeszliśmy kilkaset metrów ul. Cienistą w kierunku lasu Dąbrowa. Po kilkunastu minutach weszliśmy do lasu gdzie na skrzyżowaniu dróg spotkaliśmy żółty szlak pieszy. Po kilkudziesięciu metrach szlak skręcał w prawo w kierunku południowym. Postanowiliśmy nim podążyć. Wędrowaliśmy teraz dość gęstym lasem, którego ściółka przeorana była śladami ryjącego, w poszukiwaniu pożywienia dzika. Musiał tu być całkiem niedawno, bo ślady były stosunkowo świeże.

Po kilkunastu minutach skręciliśmy w prawo, by dojść do ulicy. Następnie wzdłuż szosy przeszliśmy w okolice Wykietówki, gdzie nasz żółty szlak łączył się z zielonym. Dalej poboczem drogi powędrowaliśmy do skrzyżowania w Prawiednikach. Tutaj ponownie skręciliśmy w prawo i po kilkunastu metrach doszliśmy na teren łowiska, gdzie w stawach można samodzielnie złowić coś na patelnię czy grila. My jednak nie mieliśmy zamiaru wędkować, a jedynie odpocząć nad wodą i zjeść świeżą rybkę w miejscowym barze.

Korzystając z tego, że mieliśmy dłuższą chwilę w oczekiwaniu na posiłek zrobiliśmy na łowisku i w jego otoczeniu kilkanaście zdjęć. Ze stawów co chwilę, któryś z licznie obecnych tam wędkarzy wyciągał szamotającą się w podbieraku sztukę. Kiedy dostaliśmy swoje porcje zabraliśmy się za konsumpcję smażonego pstrąga z frytkami i surówką.

Gdy już się posililiśmy wyruszyliśmy w dalszą drogę przez most na Bystrzycy, zatrzymując się na chwilę przy pomoście przeznaczonym dla kajakarzy. Tutaj zrobiliśmy z kolei zdjęcia z widokiem na wodospad – pozostałość po dawnym młynie. Za mostem skręciliśmy w lewo, by dalej powędrować obranym wcześniej żółtym szlakiem. Teraz wędrowaliśmy przez rozległą nadrzeczną łąkę, częściowo zagospodarowaną przez miłośników kładów.

Na łące tej spotkała nas miła niespodzianka. Mimo bliskości ulicy i zabudowań ujrzeliśmy dorodnego sarniaka. Samiec początkowo stał i patrzył na nas zaciekawiony, prężąc swe dorodne poroże. Niestety, kiedy próbowaliśmy zbliżyć się cichutko do niego, by zrobić lepsze zdjęcia (aparat przez nas używany nie ma zbyt dobrego obiektywu) zwinnymi susami zaczął uciekać w stronę niedalekich zarośli. Mimo tego zadowolony byłem z tak bliskiego spotkania, z dziką przyrodą, bo co raz rzadziej mam ku temu okazję w naturalnych warunkach. Oby takich sytuacji było jak najwięcej.

W miejscu gdzie ścieżka dochodzi do brzegu rzeki na naszej drodze napotkaliśmy na drobną przeszkodę w postaci kładki na drugą stronę, zrobioną z przerzuconych przez koryto dwu słupów betonowych, które nie miały poręczy. Udało nam się zachować równowagę i szczęśliwie, po raz kolejny dzisiaj przekroczyliśmy Bystrzycę.

Gdy znaleźliśmy się po drugiej stronie powędrowaliśmy ścieżką prowadzącą prawym brzegiem jednego z nadbystrzyckich rowów melioracyjnych. Z obu stron otaczały nas wysokie, od dawna nie koszonetrawy. W miejscu, gdzie szlak nasz skręcał w lewo zrobiliśmy sobie krótki odpoczynek. Nic nie wskazywało na to, co czekało nas kilka metrów dalej. Po odpoczynku zrobiliśmy kilkanaście kroków i okazało się, że wdepnęliśmy w podmokłą, bagienną łąkę. Buty miałem całkowicie przemoczone. Teraz żałowałem, że nie założyłem nieprzemakalnych trakingów. Musieliśmy cofnąć się kilkanaście metrów, by wykoszoną łąką dojść do kładki na kanale. Nie wyglądała zbyt okazale, zwykła przerzucona na drugą stronę, pozieleniała od wilgoci deska. Udało nam się na szczęście bezpiecznie przeprawić na drugą stronę. Szlak pełen niespodzianek, jakby nie patrzeć!

Teraz wpinaliśmy się stromą skarpę, którą poczłapaliśmy w kierunku kościoła w Żabiej Woli. Sam kościół nie jest budynkiem historycznym, ale ciekawe jest jego otoczenie, zarośnięte zadbaną roślinnością, pełną kwiatów i krzewów ozdobnych. Pośród tego uroczyska usytuowano stylowe rzeźby świątków.

Dalej przeszliśmy ścieżką obok bram miejscowego cmentarza i przez zabudowania wiejskie, by następnie wyjść na pole, za którymi roztaczały się już zabudowania Pszczelej Woli. Kiedy dotarliśmy do tej miejscowości zwiedziliśmy miejscowy park i dworek przy, którym obecnie mieści się jedyne na świecie Technikum Pszczelarstwa. Przy technikum znajduje się plenerowy Skansen Pszczelarstwa, w którym większość eksponatów stanowią różnego rodzaju ule. Tutaj zrobiliśmy kilkanaście ciekawych zdjęć – oczywiście obowiązkowo z pszczołą w tle, bo jak mogło by być inaczej.

Dworek w Pszczelej Woli wybudował w 1852 r. generał Wojsk Polskich Królestwa Kongresowego Franciszek Rohland. Ostatnia właścicielka – Helena Rohlnadowa – opuściła go w lipcu 1944. Teren dawnych zabudowań majątku Rohlandów od 1946 r. jest w użytkowaniu Zespołu Szkół Rolniczych Centrum Kształcenia Praktycznego. Szkoła od 1992 r. nosi imię Zofiii Tadeusza Wawrynów, założycieli tej placówki. Inne zabytkowe budowle w Pszczelej Woli są dobrze utrzymane: oficyna dworska mieści w jednej części sklep spożywczy, stajnia cugowa zamieniona została na stolarnię, dworska lodownia jest w miarę potrzeby konserwowana. Stara aleja lipowa nosząca nazwę"Alei Rohlandów" jest pomnikiem przyrody.

Po zwiedzeniu muzeum odwiedziliśmy miejscową, niewielką hodowlę koni przy miejscowym Zespole Szkół Rolniczych. Bardzo lubię patrzeć na konie. To wspaniałe zwierzęta, bardzo piękne iinteligentne. Szkoda, że co raz rzadziej można na polskiej wsi spotkać konia. Pamiętam, że kiedy byłem mały to dziadkowie, jak większość rolników w tamtych czasach, trzymali konie. Teraz już dawno na wsi nie widziałem nawet jednej sztuki.

Kiedy opuszczaliśmy teren parku przy Dworzew Pszczelej Woli zaczynało zmierzchać. Po polach na drugiej stronie szosy, dość licznie biegały kolorowe bażanty, kolejne dzikie zwierzęta jakie udało nam się dzisiaj spotkać. Okazało się, że na przystanku nie ma rozkładu jazdy i nie wiadomo za ile przyjedzie coś czym moglibyśmy dostać się do Lublina. Postanowiliśmy przejść się w kierunku Lublina licząc, że kiedy miniemy skrzyżowanie w Żabiej Woli nasze szanse na powrót zwiększą się o busy jadące od strony Bychawy.

Mijając skrzyżowanie zatrzymaliśmy się na chwilę przy pokaźnych rozmiarów figurze Chrystusa, ustawionej na rozstaju dróg. Niedaleko za skrzyżowaniem znaleźliśmy przystanek, z którego busem wróciliśmy do Lublina. Tutaj pozostało już tylko przesiąść się w autobus MPK nr 45, by powrócić do domu. Szczęśliwi, w  przemoczonych butach podjęliśmy decyzję o tym, że w najbliższej przyszłości powędrujemy dalej żółtym szlakiem w górę biegu Bystrzycy.

 

Obejrzyj koniecznie zdjęcia z I części wędrówki żółtym szlakiem Doliną Bystrzycy 

Wędrówka brzegami Zalewu Zemborzyckiego - 30 kwietnia 2011

Trasa:  Lublin - linia brzegowa Zalewu Zemborzyckiego
Długość trasy:   ok. 17,5 km

        Kilka słów zaczerpniętych z internetowej strony Zalewu o celu nasze wędrówki. Zalew Zemborzycki to obecnie największe miejsce masowej rekreacji położone w pobliżu Lublina. Tutaj od kilkudziesięciu lat spędzają czas wolny lublinianie oraz okoliczni mieszkańcy zarówno młodzi jak i starsi.

Zalew to malowniczo położony akwen pomiędzy dawną wsią Zemborzyce a Lasem Dąbrowa. Wschodni brzeg jest urozmaicony licznymi zatoczkami, cyplami, półwyspami,porośnięty sosnowo - dębowym lasem. Natomiast brzeg zachodni jest lekko wyniesiony i płaski. W południowo - wschodniej części Zalewu w odległości 100 m od brzegu, znajduje się urocza Naga Wyspa.

Zalew to nietylko urokliwe miejsce poza miastem, gdzie można odpocząć od zgiełku ale również miejsce rekreacji i aktywnego wypoczynku.

            Nasze wędrowanie rozpoczęliśmy z parkingu przed marketem na ul. Jana Pawła II w Lublinie o 13:40, skąd weszliśmy teren będącego w budowie Parku im. Jana Pawła II. Tutaj idąc wzdłuż ścieżki rowerowej skręciliśmy w lewo i wąwozem udaliśmy się w kierunku ul. Janowskiej, gdzie po skręceniu w prawo nasza trasa spotkała się z żółtym szlakiem pieszym, biegnącym podobnie jak ścieżka rowerowa lewym brzegiem rzeki Bystrzycy. Tym szlakiem po ok. godzinnym, nieśpiesznym marszu dotarliśmy do zapory na rzece i jednocześnie brzegów Zalewu Zemborzyckiego.

            Tutaj w okolicy Ośrodka Wypoczynkowego Słoneczny Wrotków zrobiliśmy pierwszy dłuższy odpoczynek. Kiedy chwilę odetchnęliśmy od trudów podróży i skutków pierwszych wiosennych upałów wyruszyliśmy dalej prawym brzegiem Zalewu. Lubią tą trasę, gdyż żółty szlak to wznosi się do góry piaszczystą ścieżką to znowu opada ku brzegom zbiornika. Nad nami szumiał, kołysany wiosennym wietrzykiem w większości iglasty las porastający tę stronę Zalewu. Budząca się do życia wiosenna przyroda, soczystość traw, liści i mnogość kwiatów nastrajały do wędrowania.

            Po 40 minutowym marszu wykonaliśmy pierwsze zdjęcia Zalewu i otaczającej go przyrody. Im dalej posuwaliśmy się na południe tym brzegi stawały się coraz ciekawsze. Z początkowo ograniczonych betonową obejmą, po piękne klifowe wybrzeże najeżone korzeniami przybrzeżnych drzew. Zatrzymywaliśmy się dosyć często by fotografować te cuda natury przeplatane śladami ingerencji człowieka.

            O 15:55 mijamy pozostawione przez wędkarzy płonące w najlepsze ognisko. To niezbyt odpowiedzialne zachowanie, wzbudziło u mnie chęć na kiełbaskę z ognia. Niestety nie mamy nic co mogli byśmy wrzucić na ruszt. Idziemy dalej. Musiałem zadowolić się zdjęciem przy ognisku i zapachem unoszącego się w powietrzu dymu. Kilka minut później dochodzimy do bagnistej zatoczki, którą przekraczamy wąską ścieżką biegnącą przez bagienną roślinność.

            Po 15-stu minutach mijamy tzw. „Nagą Wyspę”, niegdyś ponoć miejsce spotkań nudystów, obecnie ostoja wędkarstwa. Tutaj podjęliśmy decyzję o odpoczynku. Na powalonej olszy robimy kolejne zdjęcia. Tutaj także zjadamy „małe co nieco” zabrane ze sobą na wędrówkę. Kiedy się posililiśmy ruszyliśmy dalej. Okrążyliśmy kolejną zarastającą sitowiem i inna roślinnością wodną zatoczkę. Kiedy znaleźliśmy się na drugiej stronie zatoki udaliśmy się brzegiem w kierunku „cypla” na którym linie brzegowa zmienia swój kierunek na południowy. Tutaj wykonaliśmy kolejne zdjęcia.

Skręcamy w lewo. Linia brzegowa w tym miejscu z porośniętej lasem zmienia się w trawiastą groblę oddzielającą Zalew od okolicznych łąk. Po drugiej stronie, niezbyt szerokiego w tym miejscu zbiornika widzimy sylwetkę kościoła w Zembrzycach.

O 17:30 dochodzimy do miejsca w którym Bystrzyca wpada do Zalewu. Pokonujemy most narzece i tym razem lewym brzegiem zbiornika udajemy się w drogę powrotną w kierunku zapory. Nieopodal zauważamy pływającego łabędzia przeglądającego się dumnie w lustrze wody. Piękny widok. 

Po 15 minutach marszu niezbyt przyjemną, niedawno wybudowaną ścieżką z kostki brukowej połączonej ze ścieżką rowerową dochodzimy do wiaty w której robimy krótki odpoczynek. Co chwile z duża prędkością wymijają nas rowerzyści. Nie polecam przejścia tym odcinkiem trasy rodzicom z małymi dziećmi, gdyż spotkanie z rozpędzonym rowerem może skończyć się tragicznie.

W okolicach kościoła w Zembrzycach skręcamy w lewo by bliżej obejrzeć kościół. Niestety udaje nam się to tylko z zewnątrz, gdyż w środku trwało nabożeństwo, którego nie chcieliśmy zakłócać naszą obecnością. Skusiliśmy się za to na lody z miejscowej lodziarni, po zjedzeniu których wróciliśmy  zpowrotem na ścieżkę prowadzącą brzegiem Zalewu.

Ok. 19-stej doszliśmy do Ośrodka Wypoczynkowego „Marina” i do przystani żeglarskiej na której wytrwale pracowali miejscowi żeglarze, którzy z uwagi na późną już porę zwijali żagle i cumowali jachty. Jeszcze tylko nieliczne łódki sunęły po tafli Zalewu rozpościerając „skrzydła” żagli i nastrajając do marzeń o podróżach po jeziorach.

Po 40 minutach jesteśmy w miejscu gdzie rozpoczęliśmy naszą podróż, na koronie zapory na Bystrzycy. Tutaj jeszcze kilka zdjęć upamiętających tryumfalne gesty i zadowolenie z ukończenia zaplanowanego na dzisiaj odcinka. Teraz nadszedł czas na krótki odpoczynek przy "napoju z pianką" i powrót autobusem MPK do domu. Sezon wędrówkowy możemy uważać za otwarty. Trzeba ćwiczyć przed wyjazdem w Bieszczady. Mamy jeszcze kilka miesięcy na zaprawę. Miejmy nadzieje, że takich „spacerków” będzie w najbliższym czasie więcej… Do zobaczenia na kolejnym szlaku…


Obejrzyj koniecznie: Zdjęcia i opisy wędrówki nad Zalewem Zemborzyckim


Zobacz także: Wędrówki 2010
Zobacz także: Wędrówki 2009

Filmiki:

Wyżyna Lubelska z Roztoczem

Bramy Roztocza - Zwierzyniec cz. I

Bramy Roztocza - Zwierzyniec cz. II

Bramy Roztocza - Zwierzyniec cz. III

Bramy Roztocza - Narol cz. I

Bramy Roztocza - Narol cz. II

Bramy Roztocza - Narol cz. III


Kreator www - przetestuj za darmo